Bladym świtem spoglądam
na to miasto z góry
Widząc jak się wybudza
potwór muroskóry.
Gdzieś nieprzytomnie patrzy
oknodołów mrokiem.
Ledwo co narodzony,
a już zionie smogiem.
Wysysa ludzką duszę
i z mlaśnięciem łyka,
w nim twe życie polega
na ciągłych unikach.
Cały dzień ryczeć będzie.
Truć rzeką uryny,
by wieczorem zdychając
zaczernić kominy.